Facebook Flickr YouTube Sejmometr

Zawsze świat książki będzie moim światem głównym

Dodano: 29 grudnia 2013

Foto

Polityka ma to do siebie, że jest działaniem zespołowym. I co więcej, nawet w jakimś sensie panuje tu dodatkowa, nadmierna wręcz karność, która jest konieczna do tego, by dana ekipa polityczna mogła skutecznie realizować swój program. Natomiast co do wsadu intelektualnego, bogactwa życia wewnętrznego, programowego, z tym nie jest najlepiej – mówiłem w rozmowie z  Joanną Miziołek dla Polska The Times.

 

 

Polska The Times: "Smaruję sobie na papierze o czymś, co można nazwać estetyką brzydoty tego świata" - mówił Pan o swojej książce. Rozumiem, że to o polityce.

Rafał Grupiński: Nie, to nie jest książka o polityce, lecz rzeczywiście o kulturze zdominowanej estetyką brzydoty, wywiedzionej z twórczości Romana Jaworskiego. Pisarza Młodej Polski i okresu międzywojennego, który był mistrzem i nauczycielem Witkacego. Był filozofem, który pierwszy trafnie zdiagnozował nadchodzący świat kultury masowej. Opisał kulturę globalną w groteskowej powieści "Wesele hrabiego Orgaza", trafnie wskazując, że unifikacja kultury w dotąd tak różnorodnym świecie jest groźbą nadchodzącej przyszłości.


  

 

Jaką groźbę przyszłości Pan opisuje w swojej książce?

To analiza wychodząca z literatury Jaworskiego. Opisuję zjawisko, które określam trochę na wzór starożytnej techniki zapamiętywania, mnemokulturą. Czyli efekt systemu wartości powstałego i budowanego dzisiaj na coraz bardziej upraszczanym wizerunku kultury poprzednich wieków. Ze względu na tempo życia, szybkość przekazywania informacji oraz powierzchowne odczytywanie treści kulturowych powstaje coś na wzór mnemokultury. Tym pojęciem określam znacznie ograniczony system znaków kulturowych, które mają nam wystarczyć za wszystko. Więc nie wiemy nic o Leonardzie da Vinci, ale wiemy, że istnieje Mona Lisa i jej uśmiech. Albo nie wiemy nic o literaturze rosyjskiej, ale wiemy, że Dostojewski niezłym pisarzem był. Poruszamy się w systemie znaków, świecie wiedzy czerpanej często z uproszczonych źródeł np. internetowych. Dzieła literackie poznajemy z ekranizacji, dzieła sztuki z reprodukcji, co sprawia, że kultura staje się coraz płytsza. To kultura oparta na wszechwładzy cytatu i wszechobecności kompilacji. Na skutek wprowadzenia do kultury poprzez media egalitarnych praw rynku dziś opiera się ona na dyktacie tymczasowej praktyczności, komercjalności i propagandy, a estetyka skandalu pozwala świetnie udawać, że mamy także sztukę wysoką.

 

Można to powstrzymać?

To proces o długoterminowej formule, który być może kiedyś się zakończy, ale nie wiadomo, czy przejdzie w coś lepszego. Dlatego, że podstawą systemu kultury elitarnej w istocie były też wąskie elity intelektualne i książka jako pewien nośnik wiedzy i nadziei na to, że można żyć wieloma życiorysami, wieloma biografiami. Nadziei, że moje życie nie sprowadza się tylko do wymiaru mojej codzienności, ale że poprzez sztukę, muzykę, literaturę przeżywam inne światy, które były lub są udziałem innych ludzi. Że jestem bogatszy, żyję w świecie o wiele bardziej skomplikowanym. Teraz książka zmierza w stronę e-booka i nie wiemy, jakie będą tego konsekwencje. Warto tu przypomnieć, że Platon martwił się tym, że powstała książka w trwałej formie, ponieważ uważał, że w ten sposób zaginie kultura pamięci. Wcześniej poematy czy dialogi filozoficzne zapamiętywano. One były powtarzane z pokolenia na pokolenie poprzez powtarzanie pamięciowe. Zwoje, kodeksy, wreszcie księgi spowodowały, że nie trzeba było pamiętać i tego się Platon obawiał. My się boimy dziś innych rzeczy, być może niesłusznie. Książka okazała się bowiem trwalsza od kruchej ludzkiej pamięci.

 

Mówił Pan o elitach. Dziś widać zubożenie elit intelektualnych?

Dzisiaj właściwsza jest diagnoza Zygmunta Baumana, który mówi o pewnego rodzaju roju społecznym. Obecnie poprzez portale społecznościowe ludzie skrzykują się w różnego rodzaju grupy - dobrze rozumianego - interesu. A następnie się rozpierzchają. Nie istnieje w tej chwili taka klasyczna elita. Ruchom opisywanym przez Baumana towarzyszą krótkotrwałe, rzekłbym spazmatyczne elity. Choć oczywiście istnieją poszczególne elity kulturalne, naukowe bądź polityczne, ale to są już od dawna grupy odrębne, zbiory niepołączone. Jest ich wiele, bo bardzo wyspecjalizowały się w swych dziedzinach nauki, także dyscypliny sztuki zwielokrotniły się poprzez nowoczesne nośniki i systemy powielania. Te środowiska są z nie do końca własnej winy zatomizowane. Nie ma tu prostego systemu hierarchii i nie ma dla tych wolnych atomów swoistych minikosmosów, jakim kiedyś były np. salony literackie czy kawiarnie.

 

Patrząc na elity polityczne, można stwierdzić, że ich wartość intelektualna jest mniejsza?

To nie kwestia głębokości poruszanych, bądź nie, tematów.

 

A czego? Ludzi?

To kwestia ludzi i kwestia sposobu naszego funkcjonowania. Dzisiaj można powiedzieć, że każdy, kto ma apetyt intelektualny i chce swoje życie pogłębiać w wymiarze duchowym, jest skazany na samotność długodystansowca. I to się w zasadzie nie zmienia. Powstaje pytanie, na ile to się w świecie idei zbiera we wspólną wartość, która przesądza, że jesteśmy kulturowo bezpieczni, że atomy dają siłę, z której zbiera się witalność naszej kultury czy innych kultur europejskich. Na ile to rozproszenie niesie ze sobą niebezpieczeństwo przyszłego rozpadu systemu kultury śródziemnomorskiej.

 

Gdy się patrzy na polityków, widać, że coraz mniej ich łączy.

Polityka ma to do siebie, że jest działaniem zespołowym. I co więcej, nawet w jakimś sensie panuje tu dodatkowa, nadmierna wręcz karność, która jest konieczna do tego, by dana ekipa polityczna mogła skutecznie realizować swój program. Zazwyczaj nie podlega ona łatwo procesowi rozpadu. Ale to jest wyłącznie kwestia, jakby powiedział Witkacy, formy istnienia. Natomiast co do wsadu intelektualnego, bogactwa życia wewnętrznego, programowego, z tym nie jest najlepiej.

 

Najsłynniejsze dzieło Pana ulubionego pisarza to "Historie maniaków". Książka o ludziach żyjących w świecie urojeń. Ma się to jakoś do politycznego świata?

Delikatnie mówiąc, nawiązuje. (śmiech) To jest opis wielu rzeczywistości, w których podejmuje się działania raczej z myślą o końcu świata, w którym się żyje. Bohaterowie poddawani są groteskowym szaleństwom. W zależności od tego, czy jest to wielbiciel kobiety z gumy, czy miłośnik cukierni ciast trujących. Ale Jaworski nie jest twórcą, który zamyka grono moich umiłowanych pisarzy, toteż nie sprowadzałbym wszystkiego do niego. Zresztą Jaworskiego nawet niewielu znawców literatury rozpoznaje.

 

Jakie z dzieł literackich najlepiej opisuje Platformę?

Nie mam skojarzeń.

 

Jest dzieło, do którego Pan wraca?

Często powracam do "Idioty" Dostojewskiego, to moja ulubiona powieść. I do ulubionej, prawdziwie chrystusowej postaci księcia Myszkina. Drugą jest "Rękopis znaleziony w Saragossie". To jest powieść, która ma filozoficznie wciąż intrygujące wątki. To, do czego wracam jednak najczęściej, to oczywiście poezja, i to poezja Słowackiego, a także Różewicza. Najczęściej czytam poezję.

 

Przejście z posady wykładowcy historii kultury i estetyki do polityki to musiał być szok.

Proszę pamiętać, że w latach 90. łączyłem wykłady z pracą doradczą, polityczną.

 

Ale to była inna polityka.

Wszyscy w latach 90. zaczynaliśmy bardzo ideowo, z nadzieją, że polityka będzie uprawiana nieco mniej partykularnie, bardziej z myślą o dobru wspólnym. Tak więc powrót w 2005 r. do polityki nie był dla mnie nadmiernym szokiem. Tym bardziej że cały czas kibicowałem przyjaciołom z dawnego KLD i Unii Wolności. W jakimś stopniu byłem w tym świecie cały czas emocjonalnie zanurzony.

 

Nie żałuje Pan wejścia do polityki?

Jeszcze nie. Przez sześć lat udało się tyle zrobić, że jestem przekonany, że było warto.

 

Ma Pan dom pełen książek. Są one ważniejsze niż polityka?

Zawsze świat książki będzie moim światem głównym. Polityka jest zajęciem dziennym. Książka nocnym. Mało sypiam.

 

Pisze Pan po nocach?

Tak.

 

Marzy się Panu nagroda Nike? W tym roku był nominowany Igor Ostachowicz, ale nie dostał. To może Pan w następnym roku?

Nie sądzę. Moja książka będzie dość ryzykownym esejem, prawie naukowym. (śmiech) Nie mam zamiaru z tą książką startować do nagród. To nie będzie rzecz łatwa , więc nie liczę na duży nakład.

 

Kiedy Pan ją skończy?

Taką książkę pisze się niespiesznie. Bo też stanowi ona oderwanie od świata, który stał się nazbyt pospieszny.

 

Możemy liczyć też na pamiętniki polityczne?

Musiałoby upłynąć sporo lat, zanim je opublikuję.

 

Platforma musi najpierw przestać rządzić?

W mojej rodzinie od wielu pokoleń istnieje tradycja pisania pamiętników. Ja też od zawsze opisywałem to, co się wokół mnie dzieje. Odnoszę wrażenie, że zapisując, porządkuję, ale też analizuję wydarzenia, w których po części uczestniczę. Mam nadzieję, że będzie to po latach interesujący materiał historyczny.

 

 

 

Źródło, fot.: polskathetimes.pl, Krzysztof Kaczanowski, Magdalena Starowieyska

 

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio