Facebook Flickr YouTube Sejmometr

Kaczyński wykorzystuje politycznie tragedię smoleńską [AUDIO/WIDEO]

Dodano: 10 kwietnia 2014

Foto

Wykorzystywanie polityczne tragedii smoleńskiej powinno mieć swoje granice, a nie ma. Dla Jarosława Kaczyńskiego nie ma żadnych granic. Coś, co można by nazwać pewnego rodzaju nekrofilią polityczną uprawia właściwie co pewien czas z dodatkową intensywnością, karmiąc swój elektorat i swoje otoczenie kolejnymi teoriami Macierewicza, teoriami okrutnymi dla tych, którzy przeżywają tę tragedię- powiedziałem dziś (10.04.) w Sygnałach Dnia Polskiego Radia.

 

 

Krzysztof Grzesiowski: Dzień dobry, panie pośle.

 

Rafał Grupiński: Dzień dobry, dzień dobry państwu.

 

Dziś czwarta rocznica katastrofy smoleńskiej. Czy odrzuca pan zarzut brzmiący mianowicie w ten sposób, że to, co się dzieje, te cztery lata, śledztwo, dochodzenie do prawdy jest oznaką słabości państwa?

 

Oczywiście, że odrzucam taki zarzut. Mamy do czynienia ze śledztwem niezwykle trudnym, nie tylko ze względu na osoby, które zginęły, ale też na okoliczności i na to, że fakt, iż ten wypadek lotniczy nastąpił na terenie obcego państwa, jest także elementem, który każe jakby z o wiele większą ostrożnością i dokładnością badać każdy możliwy element, ponieważ, jak wiemy doskonale, ten wypadek lotniczy, w którym zginął prezydent i wielu znaczących osobowości polskiego życia publicznego, budzi też wielkie emocje polityczne i podziały co do oceny przyczyn tego wypadku. Dlatego też to, że śledztwo jeszcze trwa, prokuratury na przykład, nie tylko zresztą polskiej, także rosyjska nie zamknęła jeszcze śledztwa, to jest tylko dowód na to, że wszystkie jakiekolwiek możliwe wątpliwości, chce prokuratura w tym śledztwie rozwiać. To, co oczywiście, o czym ja zresztą mówiłem wcześniej, co mogło budzić nasze niezadowolenie, myślę tu przede wszystkim o opinii publicznej, to, że prokuratura miała takie okresy, w których nie potrafiła po prostu dobrze i w odpowiednim tempie informować o postępach w śledztwie, że zaniedbywała ten kontakt z opinią publiczną.

 

Czyli ten zarzut o słabości państwa pan odrzuca. A owo obce państwo, czyli Rosja, wspomniał pan o tym, to kolejny zarzut, że to Rosjanie przejęli nadzór nad śledztwem?

 

Nie, to oczywiście jest absurd, dlatego że polscy eksperci badali miejsce wypadku, badali wrak, badali czarne skrzynki, wszystkie elementy potrzebne do tego, by to śledztwo przyniosło wiarygodne wyniki, zostały dopełnione. Zbadano także wszystkie elementy np. przygotowania wizyty śp. prezydenta Kaczyńskiego, stan szkoleń chociażby w Wojskowym Pułku Lotniczym i tak dalej, więc tutaj jakby sam fakt, że Rosja prowadzi swoje śledztwo, o którym niewiele wiemy tak naprawdę, nie znaczy, że polska prokuratura w tych sprawach, które prowadzi, nie jest dokładna czy nie jest obiektywna.

 

 

Czyli skoro Rosjanie prowadzą śledztwo, o którym, jak pan powiedział, niewiele wiemy, to znaczy że nie ma żadnej współpracy obu stron.

 

Współpraca jest o tyle, o tyle była ważna, że Rosjanie nie utrudniali tutaj jakiegokolwiek dostępu do czy miejsca wypadku, czy wszystkich elementów związanych z badaniem okoliczności. Tak więc oczywiście nie jest to idealna współpraca na pewno i tutaj nie ma się co do tego łudzić, natomiast tu szczególnie jeśli chodzi o kwestię pracy kontrolerów na lotnisku smoleńskim można mieć pewne zastrzeżenia, natomiast wszelkie teorie, jakie wygłasza Antoni Macierewicz i jego tak zwany zespół, należy włożyć między okrutne bajki.

 

No tak, ale sam pan dobrze wie, panie pośle, że zależy nam na pewnych rzeczach. A wrak – pocięty, umyty – jest tam, po drugiej stronie, skrzynki są po drugiej stronie, od czasu do czasu rosyjscy prokuratorzy mówią, że śledztwo trwa, zostaje przedłużone, zatem niemożliwe jest zwrócenie wraku Polakom, od czasu do czasu minister Ławrow zapowiada, że może w kwietniu, na przykład w kwietniu, ale kiedy ten kwiecień się zbliża, no to mówi, że może jednak nie w kwietniu, ale może później. Jesteśmy bezradni praktycznie. Biorąc pod uwagę jeszcze stan dzisiejszych stosunków polsko-rosyjskich.

 

No tak, oczywiście, dzisiejsza atmosfera polityczna też zapewne nie sprzyja tym decyzjom, jakie my oczekujemy od Rosji, w kwestii wraku chociażby. Natomiast z drugiej strony wyjaśnienia rosyjskie są czysto formalne i w tym sensie są trudne jednak do podważenia. To jest to, co mówią Rosjanie, że prokuratura rosyjska nie skończyła śledztwa, w związku z tym wrak jest jeszcze potrzebny na terenie Rosji. Ja tego rodzaju argumentacji nie uznaję, uważam, że zapewne wszystko, co trzeba było przebadać, co chciała rosyjska prokuratura przebadać, pewnie dawno przebadała, więc jest to mało zrozumiałe, ale nie ma to absolutnie żadnego wpływu na badanie tej katastrofy lotniczej przez naszych ekspertów czy polską prokuraturę.

 

„Trudno sobie wyobrazić, żeby jakieś normalne państwo zachowało się podobnie i oddało wszystko, badanie katastrofy, dowody rzeczowe innemu państwu, i to takiemu, które jest zainteresowane brakiem wyjaśnienia tragedii, dając mu jeszcze przy tym niebywale potężne instrumenty w rozgrywaniu sytuacji wewnątrz Polski” – to Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Pana komentarz do tych słów.

 

Jarosław Kaczyński...

 

Tu wracamy do początku, do tego wątku o słabości państwa.

 

Tak, Jarosław Kaczyński oczywiście nie mówi o tym, jakimi metodami można by było postąpić, jakich użyć, żeby przekonać Rosjan do tego, by akurat wrak szybciej znalazł się w Polsce. To jest w sumie przesuwanie w istocie ciężaru jakby argumentacji na rzeczy drugorzędne tak naprawdę w samym śledztwie i w dochodzeniu do jego wyników. Uważam, że, chociaż mówię to też od długiego czasu i nic się w tej sprawie nie zmieniło, uważam, że wszelkie granice jakiegoś wykorzystywania tej tragedii, tragedii, którą na pewno ciągle przeżywa, a szczególnie w takich dniach rocznicy, 96 rodzin i wszyscy bliscy ofiar, wykorzystywanie polityczne powinno mieć swoje granice, a nie ma, znaczy Jarosław Kaczyński nie ma żadnych granic, coś, co można by było nazwać pewnego rodzaju nekrofilią polityczną, uprawia właściwie co pewien czas z dodatkową intensywnością, w istocie jakby karmiąc swój elektorat i swoje otoczenie kolejnymi teoriami Macierewicza, teoriami okrutnymi na pewno dla tych, którzy przeżywają tą tragedię, na pewno dla mnie, którego czworo przyjaciół zginęło w tej katastrofie, a także wiele osób, które dobrze znałem, z którymi wiele rzeczy robiłem wspólnie w ostatnich dwudziestu paru latach. I uważam, że świat byłby na pewno nieco mniej okrutny, a szczególnie świat polskiej polityki, gdyby Antoni Macierewicz wreszcie się zamknął i żeby przestał wygłaszać te swoje teorie. Komisja Laska przedstawiła ostatnio zestawienie stu hipotez, kolejnych stu różnych hipotez na temat przyczyn wypadku, które zdążył już wygłosić przez te cztery lata Antoni Macierewicz i jego tak zwany zespół. Każda inna, każda równie mało wiarygodna i niezgodna z jakimikolwiek wynikami, które dzisiaj mają prokuratura czy eksperci polscy, no ale zdaje się, że mamy dzisiaj usłyszeć sto pierwszą czy sto drugą wersję tej katastrofy i nic się w tej sprawy niestety nie kończy.

 

Inny temat, panie pośle, jeszcze przy okazji. Dzisiejsza Gazeta Prawna informuje o piśmie skierowanym przez Andrzeja Seremeta, prokuratura generalnego, do Sejmu, w którym to piśmie Andrzej Seremet mówi o sprawie bardzo głośnej dwa lata temu – o spółce Amber Gold, która działała legalnie, nie ma podstaw do postawienia zarzutów pod adresem urzędników państwowych. Ale ciekawa rzecz, nie wiem, czy pan poseł wie, w tej chwili w sprawie Amber Gold przesłuchano 10 tysięcy osób. Trzeba przesłuchać jeszcze pięć. To są słowa prokuratura Seremeta z wywiadu dla tygodnika Polityka. Ktoś powie, że to trochę nienormalne.

 

Tak...

 

Otóż, panie pośle, to jeszcze nie koniec. Działała taka kasa pożyczkowa Skarbiec i w jej sprawie trzeba przesłuchać jeszcze 54 tysiące osób, bo miano przesłuchać 60 tysięcy. Czy polskie prawo jest chore?

 

Wielokrotnie zgłaszałem zastrzeżenia właśnie do tej procedury...

 

Znaczy jest nowelizacja kpk, która ma wejść w życie i co z tym zrobić, ale na razie obok obowiązuje to, co obowiązuje.

 

Absolutnie trzeba ze swego rodzaju dokładnością do ostatniego, że tak powiem, możliwego świadka wysłuchanego skończyć, dlatego że myśmy to chyba pierwszy raz, przynajmniej jeśli chodzi o moją taką aktywność polityczną, pierwszy raz tego doświadczyłem, kiedy pewna posłanka Samoobrony, pani Begerowa została oskarżona o sfałszowanie podpisów pod swoimi listami poparcia do Sejmu i okazało się, że trzeba było przesłuchać 4 tysiące osób, które złożyły podpisy. Kiedy już po stu oświadczeniach przed sądem chyba w Szamotułach, jeśli pamiętam, gdzie była prowadzone sprawa, po stu oświadczeniach tych osób, że ich podpisy został sfałszowane, sąd doskonale wiedział, że przestępstwo zostało popełnione. A jednak trzeba było przesłuchać następne 3900 świadków według tej procedury, o której pan redaktor mówi, co jest absolutnie chore, bo jeśli sąd ma, wcześniej uzyskuje wiedzę i absolutne przekonanie i dowody, że przestępstwo zostało popełnione, to w istocie to przesłuchiwanie do końca wszystkich możliwych świadków jest absurdalne z punktu widzenia zwykłego zdrowego rozsądku, racjonalności postępowania.

 

Zdrowy rozsądek.

 

Tak, zdrowy rozsądek, o co się często upominamy, a do czego ciężko czasami dotrzeć.

 

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

 

Dziękuję bardzo.

 

 

 

Więcej [AUDIO/WIDEO]: tutaj.

 

 

 

 

Źródło, fot.: polskieradio.pl

 

 

 

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio