Facebook Flickr YouTube Sejmometr

Region: Będziemy walczyli o dwa mandaty

Dodano: 15 kwietnia 2014

Foto

Filip Kaczmarek nie będzie startował na prezydenta Poznania. Ten rozdział jest już w Platformie zamknięty – mówiłem w rozmowie z Paulina Jęczmionką dla Głosu Wielkopolskiego.

 

 

 

Wybory do Parlamentu Europejskiego za 1,5 miesiąca. Ostatnie sondaże pokazują, że PO i PiS idą łeb w łeb. A niektóre prognozy wskazują, że PiS zyska w Wielkopolsce drugi mandat. Platforma może więc mieć problem z utrzymaniem dotychczasowych dwóch mandatów.

RG: Na pewno będziemy walczyli o dwa mandaty. Sił i determinacji nam nie zabraknie. Dotychczas mieliśmy bardzo dobrą, wielkopolską reprezentację w europarlamencie. Niezależnie od tego, że teraz ją zmieniamy, wszyscy nasi kandydaci swoją wiedzą i przygotowaniem zasługują na to, by reprezentować Wielkopolskę w Brukseli. PiS ma niezłe wyniki w niektórych sondażach, choć gorsze niż wcześniej. Jednak w istocie na ich liście nie ma lidera z Wielkopolski. PiS ma spadochroniarza, który po raz trzeci zmienia okręg wyborczy. Startował już z Wrocławia, Bydgoszczy, a teraz z naszego regionu. Nie sądzę, by wielkopolscy wyborcy uznali, że warto głosować na kogoś, kto dziś jest kandydatem z Poznania, a w następnych wyborach na przykład z Łodzi.

 

Ale Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, "jedynka" Platformy, przedstawicielka liberalnego czy wręcz lewicowego skrzydła partii, raczej nie odbierze PiS głosów.

Mamy bardzo różnorodną reprezentację. Minister Kozłowska-Rajewicz nie jest i nigdy nie była jednostronna w swoich poglądach. Jako minister ds. równego traktowania musi być osobą, która nie przedkłada żadnego poglądu ponad inne. Nie jest postrzegana jako lewicowy polityk. Choć na pewno pierwsze miejsce na liście ułatwi jej walkę o elektorat kobiecy z Krystyną Łybacką z SLD.

 

Na liście nie ma tego, który bardzo chciał walczyć o mandat - Filipa Kaczmarka. Partia odsunęła go na boczny tor. Dlaczego?

Propozycje pierwszych trójek list w regionach, po konsultacjach, przedstawił przewodniczący PO Donald Tusk.

 

Czyli to była jego decyzja?

Dyskutowaliśmy o tym wspólnie z panem premierem. Przyznaję, że odnośnie Filipa Kaczmarka już wcześniej miałem pewien plan, co do dalszej jego krajowej kariery. Uważałem, że czas najwyższy wykorzystać jego10-letnie, europejskie doświadczenie w polityce krajowej.

 

Polityce krajowej czy samorządowej?

Raczej krajowej.

 

Czyli Filip Kaczmarek nie będzie kandydatem PO na prezydenta Poznania?

Byłby znakomitym kandydatem. Jestem przekonany, że mógłby wygrać, przy wsparciu całej PO, z Ryszardem Grobelnym. Ale nie podjął takiej decyzji. Szkoda, lecz ten rozdział jest już zamknięty.

 

Ten rozdział jest pisany od dawna. Kiedy zatem poznamy kandydata PO na prezydenta? Najpierw mówiło się o grudniu, potem o lutym, a później o marcu.

  

Przyznaję, że miałem nadzieję, iż Filip Kaczmarek będzie kandydował. W tej chwili, skoro musimy zmienić koncepcję personalną, musimy też na nowo zdefiniować cele, które chcemy osiągnąć. Ale uwagę opinii publicznej naszym kandydatem zajmiemy po 25 maja, czyli po wyborach do PE. Europejska kampania wyborcza jest teraz najważniejsza.

 

Nie spieszą się Państwo, bo jest już niemal pewne, że Ryszard Grobelny ponownie wystartuje, więc PO przegra.

W tej sprawie nic nie jest przesądzone. Ryszard Grobelny, mimo wysokiego poparcia, nie ma go na poziomie ponad 50 procent, jak np. prezydent Gdyni, Wrocławia czy Kalisza. Jest więc o co z Grobelnym walczyć. Trzeba jednak mieć dobrego kandydata, który będzie umiał pokazać inny program niż ten, który realizuje urzędujący prezydent. Inny, ale nie we wszystkich aspektach, bo są rzeczy, które PO w radzie miasta wspiera.

 

Platforma miała cztery lata na to, żeby odróżnić się od Grobelnego i wypromować kogoś, kto mógłby z nim powalczyć. Zmarnowała ten czas.

Naszym zadaniem nie była walka z prezydentem za wszelką cenę. Nie chodziło o odróżnienie się czy bycie w totalnej opozycji. Na to nie pozwalało dobro mieszkańców i miasta. Jesteśmy największym klubem radnych i bez naszej decyzji nie zostałby uchwalony żaden budżet w ostatnich latach . Musieliśmy wziąć na siebie część odpowiedzialności za zarządzanie Poznaniem. W poważnych projektach współpracowaliśmy z prezydentem, ale jednocześnie wprowadzaliśmy własne zmiany bądź poprawki tam, gdzie było to konieczne.

 

To może trzeba było też porozumieć się z nim w sprawie kandydowania?

Żeby mieć większość w mieście i nim zarządzać, zarówno PO, jak i Ryszard Grobelny, potrzebuje partnera. Po wyborach Grobelny - jeśli udałoby mu się wygrać z naszym kandydatem - nie znajdzie partnerstwa ani w SLD, który jest słaby w mieście, ani tym bardziej w PiS. Poniekąd więc jesteśmy na siebie skazani. Niezależnie kto wygra, porozumienie między naszymi środowiskami musi być oparte na partnerskich relacjach.

 

To dlaczego Grobelny po prostu nie wystartuje pod szyldem PO?

Wygodnie mu zapewne pozostawać niezależnym prezydentem. Nie namawiamy go, bo w wielu sprawach się różnimy. Wiele rzeczy w mieście mogłoby zostać zrobionych lepiej. Poznań mechanicznie plasuje się w pierwszych trójkach czy piątkach rankingów zarządzania miastami. Ale mógłby wyprzedzać inne miasta o lata świetlne, gdyż miał świetny start po czasach PRL. A niestety prezydent Grobelny w kilku sprawach miasto zaniedbał.

 

Jakich?

Na przykład w zrównoważeniu rozwoju miasta czy polityce kulturalnej. Choć ten ostatni temat nie jest tym, którym na co dzień żyją mieszkańcy, to dziś głównie poprzez kulturę zdobywa się rozgłos, a co za tym idzie: inwestorów. Miasto zaczyna słynąć jako to, które dba o elity, wyższe wartości. Na tym wygrywały inne miasta. I Gdynia, i Wrocław mają np. swoje głośne nagrody literackie, które przyciągają wielu gości z zagranicy. Poznań nie potrafi nawet rozstrzygnąć toczonego od kilku lat sporu ze swoim Teatrem Ósmego Dnia. A co dopiero mówić o sensownej polityce kulturalnej.

 

Pan już złożył kilku osobom propozycję kandydowania na prezydenta Poznania, prawda?

Nie, nie składam tak łatwo propozycji.

 

A podobno taką propozycję usłyszał marszałek województwa Marek Woźniak.
W tej chwili walczy o miejsce w europarlamencie. Zresztą, jako wiceprzewodniczący Komitetu Regionów, ma ogromne doświadczenie w pracy w Brukseli. Mam nadzieję, że będzie walczył skutecznie.


 

A jeśli nie?

Jest marszałkiem województwa. Zobaczymy, co dalej.

 

Jeśli nie on, to w grę o kandydowanie na prezydenta wchodzi jeszcze Grzegorz Ganowicz albo Jacek Jaśkowiak, prawda?

To pytanie do szefa poznańskiej struktury, Filipa Kaczmarka.

 

Pana głos na pewno ma duże znaczenie.

Zarząd PO w mieście powinien wypowiedzieć się jako pierwszy. Mówi się o wielu nazwiskach potencjalnych kandydatów, bo mamy spore grono ludzi doświadczonych. Ale nie wszyscy mają dziś szanse, by stanąć w szranki w wewnętrznej rywalizacji chociażby z kimś tak doświadczonym, jak Grzegorz Ganowicz, który już raz startował.

 

I przegrał z Grobelnym.

Tak, ale wówczas sytuacja była specyficzna. To były wybory po dramacie smoleńskim, po opóźnionych wyborach wewnętrznych w Platformie, po rezygnacji Grobelnego z członkostwa w PO i z bycia naszym kandydatem. Grzegorz Ganowicz był właściwie kandydatem wyłonionym w ostatniej chwili. A wszedł do drugiej tury.

 

Teraz, skoro PO chce przedstawić nazwisko po wyborach do PE, kandydat będzie miał nie trzy - jak Ganowicz, a pięć miesięcy. Niezbyt duża różnica.

Nie zgadzam się. Różnica jest istotna, zwłaszcza, gdyby tym kandydatem była bardzo znana osoba.

 

Wybory samorządowe to nie tylko wybory prezydenta Poznania. Jeśli ziści się Pana optymistyczne założenie, że Marek Woźniak wywalczy mandat w PE, trzeba będzie znaleźć kogoś, kto zastąpi go na fotelu marszałka województwa. Filip Kaczmarek nie jest tu brany pod uwagę?

Nie, nie jest, lecz najważniejsze jest to, że nie zwykłem dzielić przedwcześnie skóry na niedźwiedziu. Nie będę więc wypowiadał się w tej sprawie.

 

Leszek Wojtasiak jest mocniejszym kandydatem?

Obecnie jest skupiony na kampanii wyborczej. Tym się teraz wszyscy zajmujemy.

 

Podobno zainteresowany stanowiskiem marszałka jest też Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania, którego notowania spadają i być może Ryszard Grobelny po wyborach będzie chciał kogoś innego przy swoim boku.

Ani ja, ani nikt inny z PO, nie prowadził w tej sprawie żadnych rozmów z Mirosławem Kruszyńskim.

 

A z Tomaszem Górskim, poznańskim posłem i wiceszefem klubu parlamentarnego Solidarnej Polski, Pan rozmawiał?

Czasami rozmawiam z nim w Sejmie.

 

Wróble ćwierkają, że przejdzie do Platformy. I że to już niemal przesądzone. Specjalnie by to wyborców PO nie zdziwiło, po tym, jak "jedynkę" do PE na Lubelszczyźnie dostał Michał Kamiński.

Mnie by to bardzo zdziwiło (śmiech). Nic mi nie wiadomo na temat przejścia Tomasza Górskiego do naszej partii.

 

 

 

 

 

Źródło, fot.: gloswielkopolski.pl, Krzysztof Kaczanowski

 

 

 

 

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio