Facebook Flickr YouTube Sejmometr

SLD może nie przekroczyć progu wyborczego [AUDIO]

Dodano: 15 grudnia 2014

Foto

Platforma Obywatelska i PiS są siłami dominującymi na scenie politycznej i co najwyżej zmienia się między nimi prowadzenie co pewien czas, jest ogromny dystans między tymi dwiema partiami a pozostałymi ugrupowaniami, ale co ciekawe, wydaje mi się, że mamy pierwszy sygnał, i to bardzo interesujący, trochę dalej idący niż takie ogólne oceny, że lewica jest słaba, że SLD może za jedenaście miesięcy nie przekroczyć progu wyborczego- skomentowałem dziś (15.12.) ostatnie sondaże wyborcze w rozmowie z Krzysztofem Grzesiowskim dla Polskiego Radia.

 

 

 

Krzysztof Grzesiowski: Ciekawe rzeczy się dzieją. TNS, badanie TNS 10–11 grudnia: na Prawo i Sprawiedliwość, gdyby wybory odbyły się w najbliższym czasie, miałoby głosować 36%, na Platformę 31. Badanie CBOS 4–11 grudnia: na Prawo i Sprawiedliwość 28, a na Platformę 43%. No, bardzo bliski okres, da się to porównać. Tylko co z tego wynika? Nie wierzmy sondażom?

 

Rafał Grupiński: Duża różnica rzeczywiście, i to myślę, że różnica jest większa niżby wynikało z pewnej różnicy metod. To też rzeczywiście trudno jest odpowiedzieć rozsądnie na pytanie, skąd tak duża różnica. Jedno jest pewne, co wynika z obydwu sondaży: po pierwsze – że te dwie partie, Platforma i PiS, ciągle są siłami dominującymi na scenie politycznej i co najwyżej zmienia się między nimi prowadzenie co pewien czas, jest ogromny dystans między tymi dwiema partiami a pozostałymi ugrupowaniami, ale co ciekawe, wydaje mi się, że mamy pierwszy sygnał, i to bardzo interesujący, trochę dalej idący niż takie ogólne oceny, że lewica jest słaba, ale mamy sygnał, że SLD może za dziesięć miesięcy, jedenaście nie przekroczyć progu wyborczego, bo to rzeczywiście zsuwa się na 5%, i to jest interesująca informacja wynikająca z tych sondaży.

 

Na razie lewica jeszcze poszukuje kandydata na prezydenta, tak że pierwsza propozycja Leszka Millera została przez Radę Krajową, mówiąc delikatnie, odrzucona.

 

To prawda. I myślę, że pomysł z Ryszardem Kaliszem nie był najszczęśliwszy. Sądzę, że lewica dzisiaj przede wszystkim, mówię tu o SLD, powinna poszukać pomysłu na to, jak sobie dać radę z własnymi problemami, a potem szukać radośnie kandydata na prezydenta.

 

A jak pan sądzi, jak zmienią się sondaże po sobotnim marszu w obronie demokracji i wolności mediów, marszu organizowanym przez Prawo i Sprawiedliwość?

 

Myślę, że tego rodzaju wydarzenia nie mają jakoś większego wpływu na poparcie dla poszczególnych partii politycznych w głębi kraju, one oczywiście dają sygnał o istnieniu danego ugrupowania, ale też trzeba pamiętać, że PiS świetnie organizuje pewne wydarzenia z własnego punktu widzenia, ale jednocześnie tej organizacji nie potrafi potem wykorzystać politycznie odpowiednio, bo, mówiąc najkrócej, to był marsz, w którym niesiono naprawdę mnóstwo polskich flag, setki polskich flag narodowych, natomiast nie przyniósł ten marsz ani jednej dobrej myśli o Polsce ani dla Polski ani w wymiarze politycznym, ani też programowym w sensie samego ugrupowania, które tyle się nakrzyczało i namaszerowało, ponieważ słyszeliśmy wyłącznie ataki na obecny rząd, na rządzącą Platformę, na panią premier. Nic z takiej negatywnej emocji nie wynika przecież pozytywnego społecznie.

 

 

„Nasza Polska będzie oazą w Europie – mówił Jarosław Kaczyński – musimy tylko jedno zrzucić z pleców: ten worek kamieni, którym jest aktualna władza”. Pan powiedział, że organizacyjnie Prawo i Sprawiedliwość jest bardzo sprawne, ale widząc na ulicach Warszawy, i tu zaczyna się pewien problem, oczywiście, z obliczeniem liczby uczestników, bo to i 30, i 60, i 100. Było to wydarzenie, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

 

Oczywiście, że było to wydarzenie, tylko że ja je osobiście jako uczestnik opozycji demokratycznej i ruchu podziemnego lat 80. oceniam bardzo negatywnie, bo uważam, że sam wybór 13 grudnia były wyborem fatalnym z punktu widzenia szacunku dla chociażby ofiar stanu wojennego, był wyborem fatalnym przez porównywanie, jak wielu mogło to Polaków odebrać, współczesnej Polski do stanu wojennego, bo to są rzeczy karygodne i z punktu widzenia społecznego szkodliwe niezwykle i nieodpowiedzialne. Uważam, że Jarosław Kaczyński nie zbudował tym sobie jakiegoś szczególnego szacunku, a raczej wzmocnił podziały, które buduje od lat w polskim społeczeństwie.

 

Ale było i ofiarach stanu wojennego, jak pan wie, panie pośle, było o ofiarach Grudnia 70 roku, było o ofiarach lat 44–56, to wszystko było.

 

No tak, wszystko było, tylko że to były wątki o tyle mniej ważne, że przede wszystkim postanowiono zaatakować współczesne państwo demokratyczne, PiS staje się partią, która swoimi działaniami, poczynając od kwestii chociażby smoleńskich, próbuje rozkruszać w istocie fundamenty polskiego państwa, krzycząc o sfałszowanych wyborach, i nie robi przecież nic innego, także na tej manifestacji, jak podważa zaufanie do własnego państwa wielu obywateli mniej zorientowanych, mniej śledzących szczegóły życia politycznego, często rzeczywiście także kierujących się emocjami w ocenach tego, w czym żyją, prawda? W otoczeniu, w jakim danym ludziom przyszło żyć. A jeśli ktoś jeszcze miał jakieś problemy życiowe, to tego typu ziarno nienawiści pada wtedy na podatny grunt. I to jest kompletnie nieodpowiedzialne z punktu widzenia takiego polityka jednak doświadczonego, jakim Jarosław Kaczyński jest. I dziwię się, że tego rodzaju emocje sieje w Polsce cały czas prezes PiS-u.

 

Pan mówi o tym, że nie można porównywać okresu stanu wojennego do tego, co się dzieje dzisiaj w naszym kraju, ale jak pan z tego punktu widzenia oceni to, co powiedziała pani premier Ewa Kopacz przed marszem? Może zacytuję to zdanie, bo nie wszyscy je znają: „Nie można porównać dziś Polski do Polski stanu wojennego. Jutro, czyli po marszu sobotnim, pan Kaczyński nie będzie musiał niczego podpisywać. Jutro pan Kaczyński po swojej demonstracji wróci do domu, aby się cieszyć przywilejami posła na Sejm i lidera opozycji”. Co znaczy „niczego nie podpisywać”? Chodzi o tę słynną, sfałszowaną lojalkę? Sprawa już została dawno wyjaśniona, zapadły stosowne wyroki sądowe, wiadomo, że Jarosław Kaczyński żadnej lojalki nie podpisywał, to po co takie zdanie? Do czego to ma prowadzić?

 

Tego nie wiemy, czy nie podpisywał, natomiast sąd stwierdził, że ten dokument, który był przedstawiony, nie jest oryginałem. Na tej podstawie nie można stwierdzić, że podpisywał. Natomiast ja myślę, że pani premier akurat mówiła o czymś zupełnie innym – że krzyczenie, że w Polsce jest dzisiaj fatalnie i że łamane są prawa obywatelskie, fałszowane wybory, ma się nijak do faktu, że po takiej demonstracji w roku 82 czy 83 większość osób byłaby spisywana, zatrzymywana, prawda? I musiałaby podpisać protokół przy wychodzeniu z posterunku milicji obywatelskiej, a dzisiaj wszyscy się mogą spokojnie rozejść do domu, pójść do kawiarni i cieszyć się swobodą i wolnością i nikt nie będzie ich ani zatrzymywał, ani pałował, ani aresztował. I to miała na myśli pani premier. Natomiast zostało to potraktowane, oczywiście, wyciągnięte, podbite przez polityków PiS-u jako jakiś personalny atak na pana prezesa Kaczyńskiego, a nie było to na pewno zamiarem pani premier.

 

Może to wiąże się także ze zmianą języka pani premier. Do tej pory takiego nie używała.

 

Prawdą jest, że pani premier wyraziła w swoim wystąpieniu piątkowym rozczarowanie tym, że jej apel o zakopanie rowów tak ostrych podziałów politycznych nie odniosło żadnego skutku i że jej prośba o to i apel do prezesa Kaczyńskiego i polityków PiS-u, po prostu widząc po zachowaniach, oskarżeniach, sposobie agresywnego działania, po prostu było rzucaniem grochem o ścianę.

 

Prezes Prawa i Sprawiedliwości mówił także o zbieraniu podpisów pod projektem ustawy „Uczciwe wybory”. Chodzi o zmianę w kodeksie wyborczym. Był ten projekt Prawa i Sprawiedliwości, został odrzucony przez Sejm. Pewnie to samo spotka projekt Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Czy należy tak działać? Czy należy odrzucać wszystkie projekty? Czy nie należałoby tego jednak skierować do stosownych komisji sejmowych, tam to przepracować i dopiero potem decydować, co jest dobre, a co złe, co przyjąć, a co odrzucić? Czy to, co stanie się za sprawą Kancelarii Prezydenta, będzie dopiero punktem wyjścia do dyskusji nad zmianami? Bo i taki projekt jest przygotowywany.

 

Wszystkie kluby parlamentarne mogły składać do niedawna do marszałka projekty zmian, PiS rzeczywiście miał swój projekt, który złożył, ale... wcześniej, ale był to projekt, w którym przede wszystkim upolityczniano komisje wyborcze, i to od Państwowej Komisji Wyborczej, tego centralnego organu, po komisje terenowe. I nie mogło być zgody na tego rodzaju projekt, nie miało sensu rozpoczynać pracy nad nim, skoro jego głównym sensem było upolitycznienie liczenia głosów.

 

 

 

Cała rozmowa: polskieradio.pl

 

 

 

 

 

 

Źródło, fot.: polskieradio.pl

 

 

 

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio