Facebook Flickr YouTube Sejmometr

To są fundamentalne zmiany

Dodano: 30 stycznia 2013

Foto

Musimy uporać się ze skutkami złych decyzji sprzed lat. Likwidacja kas chorych zatrzymała proces, który ewoluował w dobrą stronę – powiedziałem w rozmowie z Mariuszem Gujskim i Renatą Furman dla „Służby Zdrowia”. Zmiany proponowane przez ministra Bartosza Arłukowicza oceniam jako fundamentalne - dodałem.

 

 

Dlaczego w wolnej Polsce zdrowie nigdy nie było i nadal nie jest priorytetem państwa?

 

Mówienie o priorytetach może być zwodnicze. Przez 20 lat wychodziliśmy z bardzo głębokiej zapaści gospodarczej, dlatego dzisiaj nikt jeszcze nie jest w pełni zadowolony z tego, co zrobiliśmy przez te lata. Zdrowie natomiast było i jest tą dziedziną życia społecznego, o której się najżywiej dyskutuje. Przypomnę choćby obrady Białego Stołu, gdzie dogłębnie staraliśmy się przedstawić problemy służby zdrowia i nakreślić drogi ich trwałego rozwiązania.

 

Tym bardziej nas dziwi, że zdrowiejako potężna gałąź gospodarki – bo w ochronie zdrowia pracuje w Polsce ponad 850 000 ludzi – i zdrowie jako problem indywidualny obywatela nie stało się obszarem, nad którym politycy poważnie by się pochylili i powiedzieli: czas ten obszar zagospodarować w spokojny i roztropny sposób. Tymczasem fotel ministra zdrowia jest najbardziej chybotliwą z posad i nie ma w Polsce partii politycznej, która odważyłaby się poważnie zaangażować w uporządkowanie tego obszaru.

 

Najpierw musimy uporać się ze skutkami złych decyzji sprzed lat. Likwidacja kas chorych zatrzymała proces, który ewoluował w dobrą stronę. Przez drobną korektę można było zrobić wiele dobrego na długie lata. Tymczasem nastąpił powrót do centralizacji. Przestano na przykład oceniać problemy zdrowotne obywateli z punktu widzenia regionalnego, a przecież regiony mają swoje specyfiki zdrowotne.

 

Twierdzi Pan, że zdrowie jest priorytetem, bo jest tematem najbardziej dyskutowanym. Ale te dyskusje są doraźne, wynikają z bieżących wydarzeń czy krótkoterminowych planów. W Polsce nie ma dokumentu rządowego, który pokazywałby wizję zmian w obszarze zdrowia w długiej, wieloletniej i całościowej perspektywie 15, 20 czy nawet 30 lat. Brakuje takich dokumentów, jak polityka zdrowotna państwa, priorytety zdrowotne. Czy Pan, jako były przedsiębiorca, wyobraża sobie rozwijanie jakiegokolwiek przedsięwzięcia bez koncepcji, planów, strategii?

 

Kiedy rozpoczynaliśmy nasze rządy jesienią 2007 roku, to zastaliśmy w biurkach ministerstw i urzędów centralnych ponad 200 różnych dokumentów o charakterze strategii, które nigdy albo nie były realizowane, albo realizacja daleko odbiegał od pierwotnej koncepcji. Rzecz w tym, żeby strategia była realizowana przez tych, którzy ją uchwalili, by była przedyskutowana z opozycją po to, żeby w przyszłości strategia mogła być kontynuowana pomimo zmieniających się kadencji i ludzi na szczytach władzy. To, co teraz wprowadza i zapowiada minister Arłukowicz, to są zmiany w istocie o charakterze fundamentalnym. Jak choćby decentralizacja NFZ czy dodatkowe dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne.

 

Naszym zdaniem to działania doraźne, trochę naprawcze, trochę, w pojedynczych punktach, porządkujące. Mamy bowiem taką oto sytuację: pierwszą przyczyną zgonów w Polsce są choroby układu krążenia, druga przyczyna to nowotwory, 8 milionów Polaków choruje na nadciśnienie, 2 miliony na cukrzycę, obszar profilaktyki zdrowotnej nie jest właściwie zarządzany. I jeśli mówi Pan o decentralizacji, to jak może ona pomóc w kompleksowym podejściu do rozwiązania tych fundamentalnych problemów zdrowia Polaków?

 

Programy zdrowotne to jedna strona działania, w której minister zdrowia odgrywać musi kluczową rolę, regionalnie przemyślaną, np. sieć szpitali i przychodni specjalistycznych to jej praktyczna realizacja w świetle lokalnych priorytetów.

 

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby marszałkowie województw już dzisiaj określali priorytety zdrowotne na swoim terenie.

 

I to się dzieje. W Wielkopolsce marszałek utworzył spółkę szpitali, są wspólne zakupy dla nich i na pewno oszczędności z tego tytułu. Ale z punktu widzenia kontraktowania świadczeń zdrowotnych lepiej, żeby odbywało się to w oparciu także o regionalnie określone zasady.

 

Był Pan swego czasu nauczycielem akademickim. Co by Pan wówczas pomyślał o takim ministrze edukacji, który by powiedział, że na edukacji dzieci udało się zaoszczędzić miliard złotych. Bo obecny minister zdrowia za swój sukces uznaje, że udało mu się zaoszczędzić na leczeniu chorych miliard złotych.

 

Myślę, że to jest złe rozumienie intencji wypowiedzi ministra. Przecież te „zaoszczędzone” środki zostały przeznaczone na nowoczesne leki, które wcześniej nigdy nie były refundowane.

 

Te środki poszły raczej na inne cele, na przykład na oddłużenie szpitali…

 

Nie. Poszły m.in. na łuszczycę, na ciężką astmę, na stwardnienie rozsiane. Lista leków była kilkakrotnie nowelizowana.

 

Rozmawiamy o zdrowiu jako priorytecie społecznym – i tu zgoda. Ale dopóki nie stanie się ono priorytetem politycznym, niewiele skutecznych przedsięwzięć uda się przeprowadzić. Tymczasem kiedy wejdziemy na stronę internetową Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, to zobaczymy tam 12 pięknych piktogramów symbolizujących opisane w punktach główne działania rządu. Pod wspólnym tytułem „Co robimy” są takie zagadnienia, jak Gonimy Europę, Wzrost gospodarczy = nowe miejsca pracy, Tania i własna energia, Kultura się liczy, Mniej biurokracji itd., itd. Zdrowia zero w tych priorytetach.

 

Obiecuję, że zwrócę na to uwagę CIR-owi.

 

Może to wynika z tego, że nasi politycy traktują temat zdrowia, jakby był gorącym kartoflem. Boją się poruszać go nawet w debatach.

 

Wszędzie ochrona zdrowia to trudny problem i nie ma kraju, który by sobie w pełni z nim poradził. Prezydent Obama o mało nie poległ na swojej reformie zdrowia.

 

A jednak wiele krajów sobie radzi. Na przykład Skandynawia. Nie tylko zresztą z samymi reformami. Proszę sobie wyobrazić niedawny obrazek z dużego kongresu medycznego w Kopenhadze, gdzie podczas debaty siedzieli obok siebie premier rządu, minister zdrowia, prezes firmy farmaceutycznej i następnego dnia nie odwołano z tego powodu ani premiera, ani ministra, a i prezes nie został aresztowany.

 

U nas byłyby z tego czołówki w tabloidach. Głęboki jest wciąż lęk przed posądzeniem o korupcję, bo zbyt łatwo czasami padają oskarżenia o nią.

 

Reasumując: mądra publiczna rozmowa z udziałem polityków o systemie zdrowia jest niezbędna?

 

Oczywiście. Pamiętajmy przy tym, że ochrona zdrowia to system, który zawsze będzie wymagał poprawek, dostosowywania do nowych technologii, wyzwań, oczekiwań. I choć nie rozmawiamy o pieniądzach, to jednak trzeba powiedzieć, że zawsze będą też potrzebne korekty finansowe dla systemu stawiającego czoło nowym wyzwaniom medycznym.

 

 

Źródło, fot.: http://www.medexpress.pl

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio