Facebook Flickr YouTube Sejmometr

Gowin ma poczucie bezkarności

Dodano: 02 lutego 2013

Foto

W zachowaniu Gowina jest na pewno jakaś jego kalkulacja polityczna, oparta o powszechną skądinąd wiedzę, że koalicja ma tylko cztery głosy przewagi. I Gowin absolutnie świadomie, i bezwzględnie czyni z tej sytuacji użytek. Uważa, że może działać ostrzej i nie będzie ponosił żadnych konsekwencji – mówiłem w rozmowie z Cezarym Michalskim dla Krytyki Politycznej.

 

Cezary Michalski: Czy odrzucenie projektu legalizacji związków partnerskich autorstwa PO, głosami także części posłów Platformy, to kryzys głębszy niż po wcześniejszych głosowaniach w tzw. „kwestiach sumienia”? Tym razem też nie było dyscypliny i podobnie jak np. przy decyzji Sejmu o posłaniu do prac w komisjach projektu zaostrzenia prawa antyaborcyjnego autorstwa SP, „frakcja konserwatywna” Platformy stworzyła „konserwatywną większość” z całą „prawicą smoleńską”, a także z większością PSL.

 

Rafał Grupiński: Istotnym i bezprecedensowym wydarzeniem było tym razem wyjście przed głosowaniami na trybunę sejmową Jarosława Gowina jako ministra sprawiedliwości i przedstawienie wykładni sprzecznej ze stanowiskiem premiera Donalda Tuska i klubu. W oczach opinii publicznej jest to przede wszystkim problem jawnej niesubordynacji ministra wobec swojego przełożonego, wobec Prezesa Rady Ministrów. My prowadziliśmy w klubie otwartą rozmowę mającą wysondować stanowisko naszych posłanek i posłów wobec projektu ustawy o związkach partnerskich, podczas gdy minister Gowin organizował spotkania zamknięte dla reszty klubu, w czasie których przekonywał część posłów do zachowań sprzecznych z zaleceniami pana premiera i przewodniczącego partii. W ten sposób z raczej umiarkowanej dotąd grupy konserwatywnej, w której są osoby mające oczywiście także różnej wagi zastrzeżenia do prawnego uregulowania kwestii związków partnerskich, próbuje się stworzyć grupę jednolicie radykalną w wybranych kwestiach – z pełną wiedzą o tym, jakie to będzie miało negatywne politycznie konsekwencje dla funkcjonowania Platformy, a nawet koalicji czy rządu.

 

Po to, żeby we wszystkich analogicznych sprawach cała ta grupa była gotowa głosować wbrew stanowisku premiera czy władz klubu?

 

Mam wrażenie, że to przede wszystkim stanowisko samego Gowina się utwardza. We wspomnianej przez pana sprawie posłania do prac w komisjach projektu zaostrzającego ustawę antyaborcyjną mówił on, że należy zagłosować za przesłaniem tego projektu do komisji, bo jest „zgodny z naszymi przekonaniami”, ale sam podczas tamtego głosowania się wstrzymał, uznał, że to jeszcze nie jest ten moment.

 

Dlaczego teraz uznał, że to już „ten moment”, żeby otwarcie przeciwstawić się premierowi?

 

W tym sensie jest to większy problem, bo to premier Tusk wraz z kolejnymi, zmieniającymi się władzami partii i klubu konsekwentnie decydował w każdej kadencji o tym, że nie powinno być dyscypliny głosowań w sprawach światopoglądowych, a Jarosław Gowin dopiero teraz rozpoczął politycznie wykorzystywać tę konsensualną postawę władz Platformy.

 

Czy mogą się z tym wiązać jakieś jego samodzielne plany polityczne, np. zagrażające spójności Platformy?

 

Jest w tym na pewno jakaś jego kalkulacja polityczna, ona jest oparta o powszechną skądinąd wiedzę, że koalicja ma tylko cztery głosy przewagi. I Gowin absolutnie świadomie i bezwzględnie czyni z tej sytuacji użytek. Uważa, że może działać ostrzej i nie będzie ponosił żadnych konsekwencji.

 

Zatem nie gra jeszcze na wyjście z Platformy, na jakiś alternatywny układ polityczny, ale na bezkarność wewnątrz PO, bo nie macie środków dyscyplinujących?

 

Sądzę, że to nie jest gra na wyjście, on sam się tego obawia i wie, że zdecydowana większość posłów o konserwatywnych poglądach też nie będzie chciała osłabiać czy rozbijać partii, ponieważ czują się oni odpowiedzialni za państwo, nie chcą destabilizować rządu, nie chcą niszczyć Platformy. Sądzę też, że z tej grupy wyjdzie wkrótce jakieś rozwiązanie mające ułatwić niektóre aspekty funkcjonowania związków nieformalnych, jednak bez definiowania tego w jakikolwiek odrębny sposób, a już na pewno nie jako „związków partnerskich”.

 

Przyjęcie takiego rozwiązania przez PO pozornie łagodziłoby konflikt w partii, ale jednocześnie dawałoby jeszcze większą inicjatywę polityczną Gowinowi i było wyraźnym sygnałem dla opinii publicznej, że to on decyduje o stanowisku Platformy w kwestiach światopoglądowych. A dlaczego poseł Jacek Żalek twierdzi, że to pan jako przewodniczący klubu odpowiada za ostatni kryzys, bo nie było w klubie dyskusji, tylko „wymuszanie” poparcia dla związków partnerskich? Z kolei Agnieszka Kozłowska-Rajewska powiedziała Dziennikowi Opinii , że podczas paru kolejnych spotkań klubu toczyła się na ten temat dyskusja.

 

Zorganizowałem co najmniej trzy posiedzenia klubu poświęcone tej sprawie. Pierwsze odbyło się jeszcze w lipcu ubiegłego roku. Potem rozesłaliśmy projekt posła Dunina do wszystkich naszych posłów – już po jego solidnym przepracowaniu, gdyż wcześniej sejmowa komisja ustawodawcza zgłosiła rozmaite wątpliwości co do niekonstytucyjności lewicowych projektów. Wtedy też sprawdziliśmy, czy u nas nie ma takich błędów, prowadzących np. do nadmiernego zrównania związków partnerskich z małżeństwem. Więc skonsultowaliśmy to z prawnikami i rozesłaliśmy nasz poprawiony projekt z końcem lipca na skrzynki mailowe do wszystkich posłów, w tym Gowina, z prośbą o uwagi. W sierpniu, na pierwszym posiedzeniu Sejmu po przerwie, zwołałem posiedzenie klubu, na którym pytałem, czy ktoś ma uwagi do naszego projektu, ponieważ przez pięć tygodni nie przyszła żadna odpowiedź pisemna. Ponieważ nie było ani jednego głosu sprzeciwu, choć byli na sali także posłowie związani z Gowinem, powiedziałem, że w takim razie kierujemy nasz projekt do laski marszałkowskiej. Dla pewności spytałem jeszcze raz, kto jest przeciw, nikt nie podniósł ręki. I teraz mieliśmy kolejne posiedzenie klubu, przed piątkowymi głosowaniami. Przyszła na nie zaproszona przeze mnie pani marszałek Ewa Kopacz i uzasadniała potrzebę poparcia naszego projekt ustawy. Byli też obecni m.in. posłowie Żalek i Godson. Inni posłowie apelowali nawet do posła Żalka: „odezwij się, jakie jest twoje zdanie?”, lecz on na tę prośbę nie zareagował. Powtarzanie teraz przez niego w mediach, że nie było dyskusji – jak on to mówi „na klubie” – jest zwyczajnym, pospolitym kłamstwem.

 

„Kwestie sumienia” uważane są przez część polityków Platformy za „ideologiczny margines”, ale czy nie boi się pan, że frakcja Gowina zablokuje też wraz z PiS-em decyzję o przyjęciu euro, jeśli uzna to za „rezygnację z niepodległości”, i będzie blokowała integrację w innych obszarach, skoro Europa to miejsce, gdzie nawet chadecja akceptuje związki partnerskie?

 

Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie moment decyzji w sprawie przyjęcia euro, układ sił w Sejmie będzie inny, a kształt Sejmu będzie ewoluował raczej w ślad za postawami i potrzebami społecznymi, a nie w przeciwną stronę.

 

Czyli do wyborów 2015 roku liberałowie w Platformie będą przez Gowina zablokowani?

 

Jeśli akurat chodzi o kwestie europejskie, to na razie wszystkie narzędzia decyzyjne są w rękach rządu, bo nawet wejście do korytarza walutowego to decyzja rządowa. A wybory pokażą stosunek Polaków do wszystkich tych spraw, także do „kwestii sumienia”.

 

Gowin korzysta z szantażu „koalicyjnej przewagi 4 głosów”. A jakie argumenty, żeby go zdyscyplinować, ma pan jako szef klubu, a przede wszystkim Donald Tusk jako premier i przewodniczący partii?

 

Jako przewodniczący partii Donald Tusk ma liczne narzędzia, ale pozostaje pytanie, czy może je stosować od razu, szczególnie jeśli miałby ryzykować stabilność sytuacji politycznej. Z kolei moim zadaniem pozostaje na razie przekonywanie, a przede wszystkim przypominanie naszym koleżankom i kolegom z klubu, że podstawową zasadą Platformy było zawsze otwarcie na dyskusję. My w ubiegły piątek nie decydowaliśmy przecież o przyjęciu tego czy innego rozwiązania w kwestii związków partnerskich. Mieliśmy tylko skierować nasz projekt do komisji, żeby tam nad nim pracować, żeby rozpocząć pogłębioną i poważną dyskusję. A co do narzędzi „dyscyplinowania”, zawsze najskuteczniejszym narzędziem jest weryfikacja wiarygodności poszczególnych polityków i poszczególnych stanowisk w Platformie przez wyborców. Stefan Niesiołowski, który ma przecież wyraziście konserwatywne poglądy w wielu sprawach, jednocześnie potrafi uznać, że wymiana argumentów w trudnych sprawach społecznych jest najzwyczajniej konieczna. Ale są tacy, którzy w ogóle nie chcą dopuścić do żadnej rozmowy i kompletnie się nie zastanawiają nad konsekwencjami takiego ich zachowania dla całej partii i tego, kto będzie rządził Polską w przyszłości.

 

Czyli ewentualna ocena zachowania Gowina nastąpi dopiero w okresie wyborczym lub przedwyborczym, na przykład przy tworzeniu list? Do wyborów sytuacja pozostanie patowa?

 

Tego nie wiem, mam nadzieję, że to się wcześniej rozwiąże, że będziemy się potrafili przekonywać do różnych wynegocjowanych wcześniej rozwiązań, bo inaczej ryzykujemy stratę czasu z punktu widzenia państwa i stratę elektoratu.

 

Zapewne, a czy w obecnym parlamencie nie ma alternatyw pozwalających uniknąć „szantażu 4 głosów”? Nie możecie np. rozpocząć gry na poszerzenie koalicji w lewo, choćby jako formy nacisku na Gowina?

 

Pole gry zawsze pozostaje otwarte, ale moim zdaniem obecna stabilność całej sceny politycznej ma swoją wartość i lepiej tego nie naruszać. W sytuacji, w której dzisiaj jest Polska, chaos jest nam najmniej potrzebny. Warto poczekać na rozstrzygnięcie pewnych kwestii do wyborów, wcześniej dając Polakom gwarancję, że bezpiecznie przeprowadzimy państwo i społeczeństwo przez obecny kryzys gospodarczy. To jest dziś najważniejsze.

 

Źródło, fot.: krytykapolityczna.pl, klub.platforma.org

 

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio