Facebook Flickr YouTube Sejmometr

Politykę trzeba dostosowywać do nieustannie zmieniającej się rzeczywistości

Dodano: 03 kwietnia 2013

Foto

Premier stara się przeciwdziałać procesowi naturalnego zużywania się rządzącej koalicji. To jest proces nieuchronny, który przechodzą wszyscy rządzący, w każdym systemie politycznym. I jeśli chcemy realizować pozytywne cele, które mamy zarysowane w swoim programie, to trzeba o nich stale przypominać – powiedziałem w rozmowie z Agatonem Kozińskim z Polska The Times.

 

 

Jak by Pan siebie określił? Jest Pan wykształciuchem, słoikiem czy może lemingiem?
Przede wszystkim wykształciuchem.

 

Wykształciuch to osoba, która skończyła pseudowyższą szkołę wyższą. Pan ma natomiast solidne wykształcenie.
Definiuję to pojęcie w inny sposób. Nie podoba mi się pogardliwy wydźwięk, jaki mu nadał jego twórca. Jestem przywiązany do tego, aby pielęgnować tradycje intelektualne, także wewnątrz polityki, chociaż jest to oczywiście bardzo trudne ze względu na niezwykle emocjonalną i nastawioną na rywalizację jej treść.

 

Spodziewałem się, że określi się Pan jako słoik - w końcu regularnie dojeżdża Pan z Poznania do Warszawy. Słoiki to osoby ambitne, chcące poprawić swą sytuację życiową. Pan nie uważa się za wystarczająco ambitnego?
Jestem posłem z Poznania, a droga do Warszawy w ostatnich latach istotnie się skróciła. Nigdy nie walczyłem o to, żeby gdziekolwiek awansować. Do Warszawy zawsze przyjeżdżałem na czyjeś zaproszenie, a nie dlatego, że chciałem coś zdobyć dla siebie. Tak było z zaproszeniem mnie przez Wiesława Walendziaka do pracy w telewizji publicznej czy z powrotem do polityki w 2005 r. na zaproszenie Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny.

 

Teraz mi Pan zaimponował. O nic Pan nie walczy, a osiągnął Pan niemal polityczne szczyty - najpierw był Pan ministrem w kancelarii premiera, a teraz jest szefem klubu parlamentarnego najważniejszej partii po 1989 r. Odrobina ambicji i od dawna byłby Pan prezydentem.
Rozumiem po tej uwadze, że pamięta pan, iż ironia to kategoria romantyczna... (śmiech) Gdyby mnie polityka aż tak bardzo wciągała, to pewnie bym się i pokusił o miejsca ambitniejsze, i pewnie bym o nie walczył, budowałbym np. poparcie wewnątrz partii, starałbym się zdobywać poprzez media jak najszerszą popularność. Ale czułem się zawsze lepiej w roli kogoś, kto doradza, kto stara się swoją wiedzę wykorzystywać po to, żeby ci, którzy mają w sobie ambicję wewnętrzną do walki i lepiej czują agogiczną naturę polityki, z tej wiedzy skorzystali. Jeśli zechcą, oczywiście.

 

Wróćmy do wykształciuchów i słoików. Czy to są wyborcy Platformy Obywatelskiej? Jak Pan ich definiuje?
Platforma jest ofertą dla ludzi, którzy chcą poczucia bezpieczeństwa w tym, czym się na co dzień zajmują. Oferujemy im politykę racjonalną i przewidywalną, taką, która nie miesza się w ich działalność gospodarczą czy społeczną - a jeśli już, to tylko po to, żeby starać się im to życie ułatwić. Dajemy także poczucie przewidywalności w polityce zagranicznej, której skuteczność i efekty są wyraźnie widoczne.

 

Nie miał Pan problemów z odpowiedzią. Czemu więc premier ciągle ostatnio przypomina, jaką partią ma być PO?
W ten sposób premier stara się przeciwdziałać procesowi naturalnego zużywania się rządzącej koalicji. To jest proces nieuchronny, który przechodzą wszyscy rządzący, w każdym systemie politycznym. I jeśli chcemy realizować pozytywne cele, które mamy zarysowane w swoim programie, to trzeba o nich stale przypominać. Ponadto nie wolno zapominać o empatii w wystąpieniach publicznych, w sposobie komunikowania się z ludźmi.

 

Platforma się zużywa? Mocno?
Rzeczywistość wokół nas nieustannie się zmienia. Trzeba wciąż dostosowywać do niej i politykę, i sposób porozumiewania się z ludźmi. Nie wolno popadać w rutynę. Kiedy ludziom żyje się trudniej, nie można mówić o zielonej wyspie. Tym się można było chwalić, kiedy Polska jako jedyna w Europie miała wzrost gospodarczy, a bezrobocie było na poziomie 11-12 proc., ale nie teraz, gdy przekroczyło 14 proc. Trzeba działanie dostosowywać do zmieniających się okoliczności. I tu nie chodzi o tzw. PR, tylko o to, żeby być lepiej rozumianym. W obietnicach gruszek na wierzbie niech specjalizuje się opozycja.

 

 

Więcej na: polskatimes.pl

 

 

 

Źródło, fot.: polskatimes.pl, klub.platforma.org

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio