Facebook Flickr YouTube Sejmometr

Aby nie wróciło państwo strachu...

Dodano: 12 września 2013

Foto

Wybory na Podkarpaciu pokazują, że przy niskiej frekwencji PiS zwycięża. Uważam, że to jest główne zagrożenie, bo wraz z malejącą frekwencją rośnie prawdopodobieństwo powrotu państwa strachu, czyli IV RP. A na to liczy prezes Kaczyński - mówiłem wczoraj (11.09.) w rozmowie z Elizą Olczyk dla Rzeczpospolitej.

 

 

Premier w ubiegłym tygodniu mówił, że PO traci cierpliwość do Gowina. A czy pan też ją stracił?

Rafał Grupiński: Oceniałem Gowina przede wszystkim przez pryzmat pracy w klubie, a jego głosowanie przeciwko zniesieniu progów ostrożnościowych sprawiło, że w klubie rozgorzała dyskusja na temat jego lojalności i solidarnego współdziałania. Na pewno Jarosław Gowin nie dawał członkom naszego klubu komfortu co do lojalności swoich zachowań i to w trudnych czasach, kiedy wykazywanie jedności staje się ważniejszym atutem niż na co dzień.

 

Co oznacza odejście Gowina z PO po wcześniejszym odejściu Johna Godsona i zawieszeniu Jacka Żalka w prawach członka klubu?

Z punktu widzenia partii szczególnych strat z tego powodu nie będzie. Nie sądzę też, by odbiło się to negatywnie na naszym wizerunku jako partii centrowej. Osobą, która najostrzej atakowała Gowina w ostatnich dniach, był jego kolega ze skrzydła konserwatywnego Andrzej Biernat. A więc nie chodzi tutaj o podziały ideowe, tylko o ocenę zachowania Gowina wobec koleżanek i kolegów z klubu oraz pozostałych członków partii.

 

Do tej pory nie zdarzyło się tak, żeby z partii z powodu głoszonych poglądów odchodził pretendent do stanowiska lidera.

To jest kwestia stylu postępowania. Polityka to sztuka kompromisu, a tego Gowinowi wyraźnie brakuje. Po zakończeniu procesu wyborczego wciąż negował pomysły Ministerstwa Finansów. Sama krytyka poparta sugestiami zmian, propozycjami jest pożyteczna, ale krytykanctwo, uprawiane przez Gowina, nie wnosiło nic pozytywnego. To budziło poczucie schizofrenii z powodu niekonsekwencji naszych działań i zniecierpliwienie w naszym elektoracie – na spotkaniach w Wielkopolsce często słyszałem pytania: dlaczego nie potrafimy tego uporządkować?

 

Jak Gowin miał walczyć o przywództwo, nie krytykując urzędującego lidera i nie przedstawiając własnego pomysłu na partię?

Sama krytyka mnie nie razi, lecz jej styl i język. To było źle oceniane przez członków PO. Jego zachowanie można tylko tłumaczyć tym, że czas kampanii został wyznaczony na okres wakacji. Dlatego media były z jego punktu widzenia lepszym sposobem na dotarcie do ludzi na urlopach niż rozmowy podczas spotkań, na które siłą rzeczy przychodziło mniej osób niż przychodziłoby np. jesienią.

 

Premier uważa, że jeżeli rząd będzie miał problemy z większością w Sejmie, to trzeba rozważyć przedterminowe wybory lub dobranie trzeciego koalicjanta. Utrata większości jest realnym scenariuszem?

Zachowamy większość, choć jako szef klubu będę miał trochę większy ból głowy. Ale od początku tej kadencji nie mieliśmy poczucia, że mamy bezdyskusyjną przewagę. Przecież zdarzają się sprawy losowe czy np. wyjazdy służbowe ministrów. Oczywiście, gdyby groziła nam trwała utrata większości w kluczowych głosowaniach, to można wówczas się zastanawiać, czy wcześniejsze wybory nie są rozwiązaniem. Ale moim zdaniem nie tego oczekują nasi wyborcy. Stopniowe, bezpieczne wychodzenie naszej gospodarki z kryzysu to kluczowy czas decydujący w istocie o dalszym rozwoju Polski i dobrym wykorzystaniu kolejnej transzy unijnych pieniędzy. Nie możemy pozwolić na to, żeby w tym czasie doszło do destabilizacji.

 

Lepszym rozwiązaniem byłoby dokooptowanie koalicjanta?

Nie sądzę, aby opozycja była zainteresowana wchodzeniem obecnie w bliższe sojusze z PO. Raczej liczy na to, że PO będzie słabnąć. Jestem jednak przekonany, że się mocno przeliczy.

(…)


To pytanie powoli staje się już nudne, ale PO zaliczyła kolejną porażkę wyborczą, tym razem na Podkarpaciu. Co pan na to?

Podkarpacie to tradycyjny bastion prawicy. W tych wyborach obserwowaliśmy morderczą walkę pomiędzy PiS i Solidarną Polską. Nasz koalicyjny kandydat uzyskał dobry wynik. Wybory na Podkarpaciu pokazują, że przy niskiej frekwencji PiS zwycięża. Uważam, że to jest główne zagrożenie, bo wraz z malejącą frekwencją rośnie prawdopodobieństwo powrotu państwa strachu, czyli IV RP. A na to liczy prezes Kaczyński.

 

Na miesiąc będzie referendum w sprawie odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz ze stanowisko prezydenta Warszawy? Co będzie, gdy je przegracie i pani prezydent zostanie odwołana?

Nie zakładam takiego scenariusza. Trzymam kciuki za to, żeby referendum nie zakończyło się zwycięstwem zwolenników wprowadzania chaosu, a wręcz nawet paraliżu inwestycyjnego w Warszawie.

 

Niezbyt to demokratyczne.

Mało demokratyczny jest przede wszystkim pomysł, żeby na rok przed wyborami przerywać kadencję prezydenta i kazać komu innemu zajmować się sprawami miasta. Choć to tak krótki okres, że nie wiadomo, czy następca zdołałby się nauczyć tego, co dziś, dla stolicy, chociażby w inwestycjach jest najważniejsze. Inwestycje trzeba przeprowadzać sprawnie, jak robi to pani prezydent Gronkiewicz-Waltz.

 

W Łodzi poparliście referendum przeciwko Jerzemu Kropiwnickiemu, na 10 miesięcy przed wyborami w 2010 roku. Wygląda to na moralność Kalego: jak my odwołujemy, to jest dobrze, jak nam odwołują, to jest źle.

Ocena działalności prezydenta Kropiwnickiego była miażdżąca. Natomiast przy prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz już nie. Proszę zwrócić uwagę na ogrom inwestycji i zmian, które zostały przeprowadzone w Warszawie. Tymczasem zarzuty pod adresem pani prezydent sprowadzają się do drobnych złośliwości dotyczących jej zachowania. Poza tym wolałbym, żeby jej przeciwnicy już dzisiaj szykowali się do przyszłorocznej kampanii i mówili, co chcą zrobić w mieście, niż próbowali paraliżować przebieg inwestycji w stolicy. Osobiście na przykład nie poparłbym w Poznaniu referendum przeciwko prezydentowi Ryszardowi Grobelnemu, choć czasami jesteśmy z nim w sporze. Od tego są wybory, by przedstawiać swoje racje.

 

Przecież PO rządzi w Radzie Miasta Poznania. Byłoby dziwne, gdybyście chcieli odwołać prezydenta, z którym rządzicie miastem.

Często jest to trudna kohabitacja i mógłby to być sposób na ułatwienie sobie rządzenia.

 

Czy ewentualna przegrana referendum w Warszawie to jest sprawa prestiżowa czy zasadnicza dla PO?

Na pewno byłoby to i prestiżowe, i kosztowne politycznie. A zarazem nieracjonalne, bo skoro pani prezydent rządzi dobrze, to dlaczego przerywać jej pracę? Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że inicjatorzy referendum, nie mając planu, kandydata i propozycji dla Warszawy, sami doskonale wiedzą, że całe to ich działanie skierowane jest jedynie na zrobienie zamieszania wokół siebie i w stolicy.

 

Politolodzy są zdania, że gdyby doszło do odwołania Gronkiewicz-Waltz, to konsekwencje byłyby znaczące. Wasi działacze straciliby wiarę w to, że PO może wygrać jakiekolwiek wybory.

Nie zgadzam się z tym. Każda kryzysowa sytuacja jest dla mnie i dla nas wszystkich wyzwaniem, a nie czynnikiem zniechęcającym do pracy. Zawsze jestem gotów do pracy na najwyższych obrotach.

 

(…)

 

 

Więcej: rzeczpospolita.pl

 

 

 

Źródło, fot.: rp.pl, Magdalena Starowieyska

 

 

 

 


© 2010 - 2012 Rafał Grupiński

Realizacja: Trawka Studio